czwartek, 18 sierpnia 2016

Alternatywne zakończenie / Wprowadzenie

część 1
Kilka dni później...
*Kościół*
- Lucy, czas na wygłoszenie twojej przysięgi.
- Kochanie. - szepnął Natsu do ucha Lucy,   widząc zapłakaną twarz narzeczonej - Mnie wystarczy że powiesz - TAK.
- Chcę - odszepnęła, po czym otarła łzy by móc widzieć twarz swojego przyszłego męża.- Natsu - zaczęła - jesteś darem o jakim nawet mi się nie śniło i obiecuję udowadniać każdego dnia, że na ten dar zasługuję. Bóg zesłał mi Ciebie, aby mnie podnieść z upadku i dać mi drugą szansę na lepsze jutro. Jesteś mi droższy niż ktokolwiek na świecie i nigdy nie zapomnę tych wszystkich cudownych chwil spędzonych z Tobą. Obiecuję Cię kochać, kochać i jeszcze mocniej kochać, bo to Ty dałeś mi wszystko, czego nigdy wcześniej nie doświadczyłam. To Ty mnie prowadziłeś i zastępowałeś mi bliskich których nie miałam. To Ty dałeś mi cudowną córkę , która jest największym dowodem naszej miłości a także darem naszej wspólnej życiowej podróży, która mam nadzieję, będzie trwać nawet po naszej śmierci. Twoja na zawsze Lucy. - dokończyła swoją przysięgę załamującym się głosem. Próbowała mrugać oczami, aby zatrzymać  napływające jej do oczu łzy, ale to nic nie dawało. W końcu, spojrzała  Natsu w oczy i zobaczyła w nich blask ogromnej miłości. Chłopak otarł jej łzę z polika i szepnął.
- Zostaw coś na moją przysięgę, bo pomyślę, że była beznadziejna. - pocałował ją w czoło i delikatnie ujął jej rękę, która idealnie wpasowała się w jego dłoń. - Lucy, najdroższa. Nie potrafię wyrazić słowami mojej miłości do Ciebie. Jest ona jak ocean, ogromna, głęboka i nieodkryta. Kiedy wstaję rano i spoglądam na Ciebie, poznaję Cię na nowo i na nowo koduję w swojej pamięci rysy twojej twarzy, żebym nigdy o nich nie zapomniał. Nie wygłoszę przysięgi choć w połowie tak pięknej jak twoja, ale każdego dnia obiecuję udowadniać Ci moją miłość. Będę zawsze o Ciebie walczył w tych dobrych a przede wszystkim w gorszych chwilach naszego wspólnego życia. Kocham Cię Lucy.
- Ja... - załkała - ja Ciebie też! Przysięga była...
- Nawet nie mów. - uśmiechnął się ocierając napływające mu do oczy łzy.
- Idealna.
- A teraz czy ktoś z państwa tu obecnych zgłasza przeszkodę, aby to małżeństwo nie mogło być zawarte. Niech powie teraz lub zamilknie na wieki.
- Ja też chce takiego chłopaka jak Natsu! - krzyknęła uśmiechnięta Erza.
- Nie dla psa kiełbasa. - rzucił Jellal z końca kościoła. Widocznie ich związek, nie był szczęśliwy i trwały.
- Czy ktoś jeszcze chciałby coś powiedzieć? - dodał ksiądz spoglądając po zebranych gniewnie.
- A ja bym chciał taką dziewczynę jak Lucy! Chodzący ideał. - krzyknął Loke puszczając oczko do młodej pary. - Albo takiego chłopaka jak Natsu. W sumie też niezła sztuka.
- Za krótkie nogi na tak wysokie progi. - rzuciła Levy, nawet nie patrząc na Lokego.
- Czy ktoś jeszcze chce coś powiedzieć? - zapytał ksiądz, ale nie dał nikomu dojść do słowa i szybko dodał. - Jeśli nie, to nic nie stoi na przeszkodzie, abym ogłosił was mężem i żoną!  Możesz pocałować pannę młodą.
Natsu złapał delikatnie Lucy za obie dłonie i przyciągnął do siebie. Pocałował ją delikatnie w usta a później niespodziewanie odchylił Lucy łapiąc ją w talii. Wtedy pocałował ją, jakby robił to po raz pierwszy i ostatni.
- Żono. - powiedział szczerząc się do ukochanej.
- Mężu. - odpowiedziała nie mniej szczęśliwa.
.....
część 2
 10 lat później .... 
- Tata obiecał, że zabierze nas na spacer! - krzyknęły bliźniaki oburzone lenistwem rozłożonego na kanapie ojca.
- Tata dużo obiecuje, a mało robi. - rzuciła z kuchni Lucy.
- Żono! Nie oczerniaj mnie w oczach naszych cudownych dzieci.
- Mężu, rusz tyłek i nie oglądaj tyle tej telewizji!
- Choć do mnie to zobaczysz co oglądam.
- Pewnie znowu "Teleekspres" albo "Fakty po faktach".
- Ty człowieku małej wiary. Mówiłem że jestem na odwyku od tego. Od tygodnia nic takiego nie obejrzałem. - powiedział wstając z kanapy i udając się do kuchni. Przytulił swoją żonę, nie dając jej pola do ucieczki.
- Znowu to robisz! - rzuciła buntowniczo - Ściskasz mnie i nie mogę się uwolnić a później zaciągasz do sypialni i nawet nie mogę się słowem odezwać.
- No nie mów, że Ci to nie odpowiada. - dodał łobuzersko całując Lucy po szyi.
- Przestań, mam całe ręce w mące.
- To choć do łazienki, pomogę Ci się umyć.
- Nie dajesz za wygraną co? Chyba powinnam Cię odesłać na inny odwyk.
- Może i powinnaś, ale teraz jest już za późno. - powiedział kierując swoją ukochaną na górę. Lucy stawiała opory i udawała niedostępną, ale dobrze wiedziała że długo nie wytrzyma i w końcu sypnie. Wszyscy sypią. - Chcesz mnie zbałamucić i pozostawić w pozycji małej łyżeczki na łóżku, samą! Twój nikczemny plan za każdym razem wygląda tak samo!
- Nadal masz żal o tą małą łyżeczkę? Serio?
- Jak mnie ładnie przekonasz, to może mi przejdzie. - odpowiedziała kusicielsko odpinając guziczek u swojej bluzki.
- Rozbudziłem w Tobie potwora! - przyparł Lucy do ściany i próbował zacałować na śmierć, jednak w jego nikczemnym czynie przeszkodziła, mu córka.
- Tato, mamo. Proszę was, nie przy małej Rosalie i Ricku, znowu będą mieli koszmary a to jak mam koło nich pokój i to ja odbieram wszystkie bodźce podwójnie!
- Jupiter, moja kochana córeczka! Może chciałabyś wyjść z bliźniakami na plac zabaw, kiedy ja i mama, zajęlibyśmy się... małą Lily albo popracowalibyśmy nad małym Leonkiem...
- Leonkiem? Serio? Myślisz, że dałabym dziecku na imię Leon?
- Przecież to piękne imię! Prawda Jupiter?
- Nawet mnie w to nie wciągajcie! To jest okropne! Nie chce wiedzieć, co będziecie robili i jak nazwiecie swoje dziełko sztuki. Już mamy w tym domu pięć eksponatów waszej twórczości.
- Czas popracować nad szóstym.
- Idę z bliźniakami na plac zabaw.
- Na pewno? A co z Leonem?
- To wy jesteście artystami, ja tylko dziełem.
- Kochamy Cię!
- Wiem, powtarzacie mi to codziennie od 14 lat.
- Zabierz, ze sobą Chucka, za dużo czasu spędza przed tym komputerem!
- Jasne.
- I jakbyś mogła...
- Odebrać Scotta z treningu. Przyjęłam.
- Jesteś niezastąpiona! - powiedział Natsu całując twoją ukochaną córeczkę w czoło.
- W końcu córeczka tatusia! - dodała wychodząc.
- Tekst z nowym dzieckiem zawsze działa. Ale na poważnie, dałbyś dziecku na imię Leon?
- Choć na górę to sama się przekonasz.
......
Następnego dnia, Natsu obudził się z silnym bólem głowy. Nie mógł zwlec się z łóżka, tylko ostatkiem sił przekręcał się z boku na bok, Jakby to miało w jakikolwiek sposób pomóc.
- Nie wierć się tak, bo zdzierasz ze mnie całą kołdrę a sobie robisz kokon.- zaprotestowała zaspana Lucy.
- Przepraszam, nie miłosiernie boli mnie głowa. W ogóle nie mogę wstać, to  chyba jakaś migrena.
- Za dużo pracujesz przed komputerem. Powiedziałam Ci, że 9 godzin to przeginka, nawet jak dla Ciebie. Zaraz wstanę i przyniosę Ci jakieś proszki, tylko już się tak nie wierć.
- Podobno właśnie to pomaga najlepiej.
- Wiara czyni cuda. - dodała po czym poszła po obiecane lekarstwa.
.....
- Skoro się dzisiaj źle czujesz to nie jedź do pracy. Weź sobie wolne i powiedz, żeby Cas Cię zastąpił. - Kontrola z urzędu dzisiaj. Jestem tam...
- Niezbędny jak co dnia. - rzuciła z lekkim współczuciem.
- Kochanie.... - zaczął, ale nie skończył zdania. Poszedł do żony i czule ją pocałował. - Wrócę wcześniej. Obiecuję!
W drodze do pracy nie czuł się najlepiej, dobrze, że stać było go na samochód z autopilotem w tym dniu ta funkcja wydawała mu się nieoceniona. Do budynku gdzie mieściło się jego biuro brakowało może 2 kilometrów, kiedy samochód gwałtownie zjechał na pobocze. Natsu zareagował ze znacznym opóźnieniem i chwycił kierownicę, kiedy auto było na krawędzi spadku. Zahamował w ostatniej chwili i wyłączył samochód. "Było blisko" - pomyślał w duchu. Odetchnął głęboko patrząc za łagodne, ale wysokie zbocze. "Akcja, reakcja" - zakodował w głowie. Z uśmiechem na ustach odpalił samochód, kiedy znikąd pojawił się rozpędzony samochód i z całym impetem uderzył w bok auta Natsu. Dragneel nie miał możliwości ratunku i mógł tylko siedzieć i czekać na nadchodzącą śmierć, kiedy jego samochód dachował spadając przez zbocze. Zawsze zastanawiał się, jak to jest się znaleźć w zastawionej przez kogoś pułapce, teraz mógł tego doświadczyć z dodatkiem, że to była śmiertelna pułapka. Ciągle spadał i z tego punku widzenia trwało to wieczność.  W głowie miał jedno imię "Mary". "Dlaczego mnie rzuciła? Przecież ją kochałem" W końcu nadeszło uderzenie a z nim utrata świadomości.
.....
*Oczami Natsu*
Czułem ogromne uczucie pustki. Nie potrafiłem wyjaśnić czym było ono spowodowane. Nie mogłem otworzyć oczu, poruszyć się ani zaczerpnąć głęboko powietrza. Nie wiedziałem gdzie jestem i co się stało. Jak przez mgłę pamiętałem wypadek samochodowy i kilka imion do których nie mogłem przyporządkować twarzy. Minęło kilka minut a może godzin. Pikanie zegara nie dawało mi spać. Słyszałem stłumione głosy chodzące wokół mnie. W końcu poczułem ukłucie. - Auuuu! Przestańcie, bo to boli! - próbowałem się odezwać, ale nie mogłem z siebie wydusić ani słowa. Kilka razy, słyszałem o sytuacjach paraliżu sennego, ale bez przesady, nie sądziłem, że może to spotkać też mnie. Po jakimś czasie, mogłem już zaczerpnąć głębszy oddech a także podnieść swoje ciężkie powieki, które co chwila opadały na dół.
- Otwiera oczy! - powiedział ktoś ze łzami w oczach.
- Mamo! Natsu się budzi! - krzyknął ktoś inny rozentuzjazmowany.
- Zawołam ją! - dorzucił pierwszy głos i usłyszałem skrzypnięcie drzwi. Otworzyłem oczy i zobaczyłem ..... siebie!?
- On naprawdę się obudził! - rozpłakała się .... mama? Siadając na krześle koło mojego łóżka. - Natsu, kochanie! To jest cud! Wróciłeś do nas. - kobieta, złapała mnie za rękę i całowała po czole. Czułem jej delikatny dotyk na mojej skórze. Patrzyła na mnie z ogromną troską i miłością. To na pewno była mama, pamiętam!
- Jak się czujesz? - zapytał wysoki mężczyzna z ostrymi rysami twarzy i surowym spojrzeniem. Nie było w nim troski, tylko hmm.. pretensja?
Próbowałem odpowiedzieć. Spojrzałem na mamę i chciałem rozchylić usta, ale były jeszcze cięższe od powiek. Chciałem kiwnąć na znak, że rozumiem, ale nie mogę odpowiedzieć, ale nawet nie wiem czy to mi się udało.
- Czemu on nic nie mówi? - zapytał mężczyzna. - Idę po lekarza. Pewnie to jest skutek uboczny tej śpiączki.
Śpiączki? Byłem w śpiączce? Co się stało? Jak długo?
- Kochanie nie martw się, już jesteś z nami. Miałeś wypadek i  wyleciałeś z samochodu. - zaczęła widząc moje rozbiegane ze zdenerwowania oczy - Znalazła Cię rodzina która przejeżdżała tą opustoszałą drogą. Zadzwonili po pogotowie i tam lekarze powiedzieli nam, że zapadłeś w śpiączkę i nie wiadomo czy w ogóle się obudzisz. - powiedziała mama, ciągle gładząc mnie po włosach. Miała łzy w oczach, których nie potrafiła powstrzymać. Była taka młoda. Jak mogła być moją mamą?
- Jak się czuje nasz pacjent?  - zapytał facet w białym kitlu. Taa, to na pewno był lekarz.
- Hrrrwrrraawww...- wybełkotałem  z trudem.
- Okay, czyli jeszcze nie możemy mówić. Spokojnie, to tylko kwestia kilku dni aż chłopak się otrząśnie. - powiedział do mamy a później odwrócił się do ojca, który tylko kiwnął potakująco. - Dobrze, a teraz poproszę państwa o wyjście z pokoju to zbadam śpiącą królewnę.
Badania trwały ponad godzinę zaraz po nich znowu usnąłem. Tym razem budziłem się po godzinie.
- Co się stało? Nie możesz spać? - spytała mama odkładając gazetę.
- Ma...-mo... - wydukałem ochrypłym głosem.
- Natsu! Nic nie mów. Twoje struny głosowe, muszą się przyzwyczaić. Pewnie boli Cię gardło? - potaknąłem. - Powiem pielęgniarce, żeby coś podała. Zaraz wrócę. Niv, zajmij się bratem. - dodała i gdy wstała zobaczyłem znowu siebie! Myślałem że to jakiś omam senny a to była prawda. Miałem cholernego bliźniaka.
- Wróciłeś do nas. Nareszcie. Nudno było bez Ciebie. Ojciec nie miał na kim się wyżywać. - dodał uśmiechając się. "Co za idiotyczna mina? O ile dobrze pamiętam, to go nie lubię!" -pomyślałem.
- Dzięki - jęknąłem.
- Hahaha - śmiech - lepiej nic nie mów, bo brzmisz gorzej niż podczas mutacji. - Uniosłem tylko kciuk w górę, żeby mu uświadomić jakim jest idiotą! Chyba źle to odebrał.
- Wiesz co brat? Fajnie by było gdybyś pobył w takim stanie dłużej niż tydzień. Cisza wydobywająca się z Ciebie jest ukojeniem dla moich uszu. - znowu się zaśmiał. Ach jak ten kujon mnie irytuje. Pamiętam, że przed wypadkiem też mnie denerwował! Właśnie wypadek!
- Wy-pa-pa-pa-dek
- Tak miałeś wypadek. - spoważniał. - Dopóki nie możesz mi przyłożyć to mogę Ci powiedzieć, że przez to co się stało nie mogłem się pozbierać. Czułem się jakbym.... - westchnął - utracił cząstkę siebie.
Przewróciłem oczami a on się tylko obruszył.
- No co? Myślisz że ja bliźniak nic nie czuje kiedy się dzieje z Tobą coś złego? Kurde stary czuje! Wierz lub nie , ale wystraszyłeś co po niektórych na śmierć.
- Śpio- śpiączka.
- Taaaa, należałeś się. - rzucił wzdychając ciężko. Spojrzałem na niego zniecierpliwionym wzrokiem. - Spałeś ponad .... ponad rok czasu Natsu. To jest prawie niemożliwe, że się obudziłeś.
- Dzięki. - wymruczałem.
- Wierzyliśmy z mamą, że się obudzisz! Złego diabli nie biorą! - dodał już promiennie.
Chwilę później przyszła pielęgniarka dała mi coś znieczulającego po czym nie mogłem nawet otworzyć ust. Powoli wszystko sobie przypomniałem i imię Mary paliło jak świeża rana. Jak to możliwe, że mnie zostawiła? Dla tego dresiarza z bloków? I kim była Lucy, której imię zalegało w mojej głowie i nie chciało z niej ulecieć. Miałem tyle pytań, na których odpowiedzieć, dopiero miałem pozdnać. Wiedziałem tylko tyle, że minął rok, że nie pamiętam niektórych rzeczy z mojego życia, że mam brata bliźniaka, kochającą mamę i surowego ojca, który najwyraźniej nie cieszy się z mojego powrotu do żywych i wiedziałem jedno, że tak szybko jak tylko to możliwe muszę się dowiedzieć kim jest tajemnicza Lucy , o której śniłem będąc w śpiączce....


Aż chciało by się napisać KONIEC! No ale moi drodzy to dopiero początek xD 
......
Na pewno wrócę do tego opowiadania i nie zostawię go takim nie dokończonym, ale 
na razie nie teraz. Muszę troszkę odpocząć od pisania i zając się nauką, bo matura na mnie czeka. 
 Jednak wiem, że napiszę dalszy ciąg. Nie będzie tak długi jak poprzednie opowiadanie, ale wydaje mi się, że nawet ciekawszy. Pozdrawiam serdecznie :* 

8 komentarzy:

  1. Ty...Ty...TY...Jak mogłaś im to zrobić???? No, kochana, tego się nie spodziewała. Pojechałaś po całości :D Bardzo mi się podoba i to było takie mocne uderzenie... WOW, gratuluję odwagi, żeby zrobić coś takiego i pomysłu. Do zobaczenia niedługo, buziaki i do następnego rozdziału :D :*

    OdpowiedzUsuń
  2. ja bym chyba padła jakbym się obudziła w szpitalu i zobaczyła SIEBIE! Ale szczerze? przesadziłaś!!! Jak mogłaś? Jak? on nie pamięta kim jest Lucy jego żona z którą ma 5 dzieci?!?!?! t..ttte wcześniejsze zakończenie było dużo lepsze mimo tego że płakałam, choć w tym bylam bardziej zdziwiona ale cóż zrobić :/ powodzenia życzę! :*

    OdpowiedzUsuń
  3. W życiu bym się tego nie spodziewała. Ogólnie ciekawe, ale nigdy nie wybaczę Ci tego, że Natsu zapomniał o Lucy. Czekam na następną część.
    Pozdrawiam i życzę powodzenia w nauce

    OdpowiedzUsuń
  4. No musze przyznać, że poszalałaś. Skąd się nagle wziął bliźniak Natsu. Nagmatwałaś nieźle. Jak Natsu może pamiętać coś związanego z Mary, a o Lucy pamiętać tylko imię...
    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział. Ja też teraz myślę tylko o maturze, więc Cie rozumiem. Do następnego. Zapewne po okropnym maju :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wiem co powiedzieć :_: to po prostu tyle: Kochaaaam <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo podoba mi się twój blog, więc chciałabym Cię nominować do LBA, żeby więcej osób miały okazję go przeczytać :)

    Zapraszam do mnie
    http://untruestoriesmd.blogspot.com/2016/11/liebster-blog-award.html

    Pozdrawiam Lu-chan :*

    OdpowiedzUsuń