niedziela, 16 lipca 2017

Opowiadanie 2 Rozdział 3 - Spróbować od nowa

* Oczami Natsu*
Gdy odjechali, rozejrzałem się po mieście i spostrzegłem że wylądowałem przed samymi drzwiami biblioteki. Może to jest jakiś znak? - pomyślałem i wszedłem do środka.
Wewnątrz panował zaduch, czuć było starością, zmurszałym drewnem i pleśnią? Oby moje zmysły się myliły, bo mózg podpowiadał, że zostanę tu jakiś czas. Przeszedłem przez korytarz na którego końcu znajdowała się recepcja. Okienko wyglądało na brudne i dawno nie otwierane. Zerknąłem do środka, ale nikt nie siedział w małej komórce więc udałem się dalej, gdzie było rozwidlenie na trzy sale. Zerknąłem przez okienko pierwszej z niej i spostrzegłem stare komputery przy których pracowała grupa nastolatków. Nie miałem ochoty wchodzić do środka bo właściwie co miałbym tam robić, skoro mam lepszy sprzęt w domu?  Zrobiłem kilka kroków do tyłu i skręciłem w prawo, przez małe okienko dostrzegłem wielki na całą ścianę stary ekran. Był zniszczony jak pomieszczenie w którym się znajdował. Kurz po wejściu piekł w oczy i w błony śluzowe więc długotrwałe przebywanie w tym pomieszczeniu astmatykom nie wróżyło przedłużenia życia. Wychodząc odwróciłem głowę i ostatni raz spojrzałem na zakurzone i zapuszczone pomieszczenie i zatęskniłem za starym dobrym kinem. Może dałoby się coś z tym zrobić? - pomyślałem i udałem się w stronę ostatniego pomieszczenia. Z nadzieją, że w bibliotece odnajdę w końcu jakieś książki. Nie pomyliłem się.
W trzecim pokoju znajdowała się ich masa. Przy jednej ścianie znajdowały się regały ustawione praktycznie jedno na drugim a z drugiej strony krzesła nie wyglądające na zbyt wygodne i zniszczone stoliki. Przy jednym z nich zauważyłem znajomą twarz i z uśmiechem na ustach udałem się w tamtą stronę.
- Znowu się spotykamy. - zagadałem. Levy wyglądała na przestraszoną, ale szybko na jej twarz wrócił uśmiech.
- Bardzo miło Cię widzieć, zresztą jak zawsze. - dodała z uśmiechem i spojrzała czule na swojego towarzysza. - To jest Haru mój brat. - pokiwał do mnie głową. - Haru, to jest mój przyjaciel Natsu. Pamiętasz go?
- Tak, pamiętam te różowe włosy. - wyszczerzył się gdy zmierzwiłem jego czarne włosy.
- Mogę się przysiąść czy będę przeszkadzał?
- Możesz, ale najpierw wypożycz jakąś książkę, żeby ludzie nie gapili się na Ciebie jak na wariata. - przygryzła wargę i dała znak, żebym rozejrzał się po sali. Z początku nie dostrzegłem ich wszystkich, ale teraz zauważyłem, że poza nami w pomieszczeniu znajdowało się jeszcze z 10 osób. Udałem się za radą, podszedłem do póki "Starożytność - poznaj prawdę". Po chwili znalazłem "Antygonę" i "Króla Edypa" gdyż znajdowali się pod tym samym nazwiskiem autora, co do reszty, to wiedziałem, że ma sensu brać więcej bo i tak bym nie przeczytał. Skierowałem się do starszej pani siedzącej w kąciku i przepisującej karty członków biblioteki.
- Chciałbym to wypożyczyć. - położyłem na stole dwie książki i spojrzałem i uśmiechem na starszą panią.
- Pracuje tu od wielu lat i zazwyczaj nie pytam o nazwiska gdyż znam stałych bywalców ale Ciebie widzę tu pierwszy raz. Nie przypominasz mi nikogo, kto by tu był choć raz, bo na pewno zapamiętałabym te bujne różowe włosy. - rzuciła mi zaciekawione spojrzenie i podparła się na łokciach o ławkę.
- Zgadza się, jestem tu pierwszy raz. Nazywam się Natsu Dragneel.
- Pierwszy raz słyszę i imię i nazwisko. Więc domyślam się, że nie masz u nas karty Złociutki. - powiedziała promiennie siwowłosa pracownica i wyjęła czystą kartę. - Zapytam oczywiście, jak wszystkich. Czy chcesz zostać tu stałym bywalcem czyli członkiem kółka literatów i kinomanów czy raczej jednorazowe odwiedziny i tylko w celach wypożyczenia dzieł?
- Hmmm... - westchnąłem przeczesując włosy ręką. Zawsze tak robiłem gdy miałem trudności z powiedzeniem prawdy albo gdy nie chciałem komuś robić przykrości. Tej pani na pewno nie chciałem jej zrobić, bo wiem że liczyła, że zostanę nowym członkiem tej ruiny. - Trudno powiedzieć. Przyszłość pokażę. Na razie poproszę zostawić moją kartę przy szafce z napisem "Złociutki - słodziutki jeszcze się zastanawia" w porządku? - wyszczerzyłem zęby do staruszki a ona zaskrzeczała jak stare deski. Wydaje mi się, że to był jej śmiech, ale nie jestem pewny.
- Już Cię lubię Złociutki - Słodziutki. Mam nadzieję, że szybko podejmiesz decyzję bo to miejsce potrzebuje kogoś takiego jak Ty. Idealnie byście się zgrywali z tą piękną, małą, ale zadziorną niebieskowłosą dziewczyną. - dodała wskazując na Levy.
- Dziękuję serdecznie za zaproszenie i na pewno niedługo dam odpowiedź, ale w takim towarzystwie to aż chcę się zostać.
- Mam nadzieje, że mówisz o mnie. - zaskrzeczała aż biurko przy którym siedziała zaskrzypiało.
- O nikim innym nie pomyślałem. - puściłem do niej oczko, wziąłem książki i usiadłem przy stoliku Levy i jej brata.
- Haru, jeśli nie nauczysz się płynnie czytać to nie wróży Ci to dobrej przyszłości. - powiedziała niebieskowłosa a jej uśmiech znacznie się zmniejszył. Teraz Natsu widział, jak była zmęczona i wychudzona. W świetle dnia aż tak się jej nie przyglądał, ale teraz miał idealną ku temu okazję.
- Mam dopiero 6 lat. - zaprotestował mały, uderzając piąstkami w stół i krzyżując ręce na piersi.
- 6 czy 5 czy 4 to bez znaczenie. Bez podstawowych umiejętności między innymi czytania, nie ruszysz z niczym. A chyba chcesz czytać książki jak ja, prawda?
- Chcę, żebyś Ty mi je czytała. - rzucił zasmucony.
- Haru, przez całe życie, nie będę mogła tego dla Ciebie robić, więc musisz się usamodzielnić w końcu. Ja nauczyłam się czytać mając 5 lat. I widzisz na kogo wyrosłam, więc jak ja byłam od Ciebie młodsza to Ty też w tym wieku dasz sobie radę.
- Levy - zagadałem. - Może chwile odpoczniecie. Obydwoje wyglądacie na zmęczonych.
Levy spojrzała na mnie i westchnęła.
- Może masz rację. Chwila przerwy nie zaszkodzi. Haru, możesz się chwilkę pobawić, ale zaraz przyjdź, dobrze?
- Tak! - zakrzyknął mały chłopiec i poszedł na tyły biblioteki a po sali zabrzmiało gromkie. "Ciśśśśśś"
- Co ja z nim mam. - westchnęła głośno i spuściła głowę na stół. Poklepałam ją po ramieniu pocieszająco i pociągnąłem za mały warkoczyk na jej włosach. Wzdrygnęła się i spojrzała na mnie. - Zawsze tak robiłeś, żeby mnie pocieszyć. - dodała z taką czułością w głosie, że miałem ochotą ją przytulić za to.
- Chyba wracają niektóre nawyki. - wyszczerzyłem się a ona przygryzła dolną wargę.
- Nawet nie wiesz, jak się z tego powodu cieszę.
- Uwierz, że ja bardziej.
- Wierzę. - rzuciła i szturchnęła mnie delikatnie w bark. - Nawet nie zapytałam co Cię tu sprowadza. Tu. Do biblioteki. Miejsca pełnego książek!
- Wiem co to biblioteka Levy. - przewróciłem oczami. - I wiem co tu się robi. Ale szczerze, nie potrafię Ci odpowiedzieć, co ja tu robię. To było przeczucie, że powinienem tu wejść.
- Zawsze się nim kieruj a znajdziesz to czego w danej chwili szukasz.
- Zauważyłem, że nie lubisz odpowiadać o mojej przeszłości, skąd się znamy i kim właściwie dla mnie byłaś, bo czuję, że było między nami coś więcej niż tylko znajomość, ze względu na mojego przyjaciela.
- Dobra uwaga, nie lubię o tym mówić. Wolę, żebyś sam sobie wszystko przypomniał, przez małe gesty jak teraz.
- Ale gdybyś mi pomogła byłoby łatwiej.
- Wiele osób, będzie próbowało namieszać Ci w głowie dla swojej korzyści. Wiele będzie kłamało Ci w żywe oczy w nadziei że sobie nic nie przypomnisz i pójdziesz za nimi. Ja nie chcę być jedną z nich, chcę żebyś sam miał swoją wersję a nie żył wersją innych. Bo w każdej wypowiedzi znajdzie się małe kłamstewko. - powiedziała a jej uśmiech przygasł.
- Jestem w stanie to wybaczyć gdyż jesteś jedyną osobą w szkole której ufam. W sumie chyba jedyną której w ogóle ufam. Czuję jakby moja rodzina mnie okłamywała a mój brat nie mówił wszystkiego czego powinien.
- Właśnie o tym mówiłam. Mogę Ci pomóc odzyskać wspomnienia w inny sposób niż słowami. Mogę Ci je pokazać.
Spojrzałem na nią wnikliwie i wiedziałem, że była dla mnie kimś bardzo ważnym przed tym wypadkiem, kimś kto miał zarezerwowane miejsce w moim sercu, kto w nim gościł dłuższy czas.
-  Zabiorę Cię w miejsca związane z twoją przeszłością. Tam gdzie spędzałeś najwięcej czasu i tam gdzie było twoje schronienie.
- Dobra, ale w zanim chcę zaproponować coś od siebie. Czy nie chciałabyś z Haru przyjść do mnie na kolację?
- To raczej nie jest dobry pomysł. - zaprzeczyła i zaczęła zbierać książki.
- Proszę - dotknąłem jej ręki i spotkałem się z przyjemnym ciepłem jej dłoni. - To dla mnie ważne. Przy Tobie będę czuł się pewnie, nie będę sam. Niv, zaprosił Lucy a ja zostanę sam.
Levy spojrzała w niebo i zaczęła wymawiać słowa jakiejś modlitwy.
- Dobra, niech Ci będzie, ale najpierw odprowadzimy Haru do domu, bo mama się wścieknie jak go zabiorę ze sobą.
- Jak sobie życzysz pani!. - spakowałem jej książki, podałem rękę i poszliśmy po Haru.
......
 Było już po znacznie po 17, ale nie chciałem zerkać na telefon, żeby nie dostać większego ataku serca niż teraz. I ten był wystarczająco uciążliwy.
- Co miała twoja mama na myśli mówiąc: "Nie kręć się wokół tego chłopaka i jego rodziny bo to chodzące kłopoty, którzy nie znoszą takich jak my" ?  Znaczy, tę część związaną ze mną rozumie, ale z moją rodziną i tym kim jesteś już nie do końca. - zapytałem gdy przepuszczałem Levy przez furtkę.
- Troszeczkę nabroiłeś przed wypadkiem i miałam z tego tytuły nieprzyjemności, ale to już przeszłość a o niej mamy nie gadać prawda? - dodała puszczając mi oczko. Zatrzymaliśmy się przed drzwiami, ale ja nie mogłem ich otworzyć. Przyjaciółka dostrzegła moje zmieszanie.
- Zipiesz głośniej niż maratończyk wbiegający na metę po setkach kilometrów za sobą. Co jest?
- To wszystko tak na mnie działa. Spotkanie z surowym ojcem, idealnym bratem i nadopiekuńczą mamą. To za dużo na chłopaka, który jest chodzącym kłopotem z amnezją.
- Nie użalaj się nad sobą twardzielu. - szturchnęła mnie z ramię. - Po pierwsze mogłeś trafić gorzej z rodziną, po drugie mogłeś się w ogóle nie wybudzić a po trzecie to mogłeś tu przyjść sam, ale masz mnie a ja nie zamierzam się tylko najeść, ale wspierać Cię cokolwiek by się nie działo.
- Mogę.... no wiesz...- zawahałem się i moja dłoń stanęła w połowie drogi do jej. Spojrzałem na nie a ona podążyła za moim wzrokiem.
- Oczywiście, ale ostrzegam, że to nie wzbudzi aprobaty u nikogo w twoim domu. Jesteś pewny?
- Tego - złapałem jej dłoń - Jestem pewny najbardziej. - i drugą ręką otworzyłem drzwi do domu.
Przepuściłem Levy w drzwiach jakbym to robił milion razy i nie puszczając jej dłoni zamknąłem za sobą drzwi nieco mocniej niż się spodziewałem. Sekundę później z salonu wyleciała mama chodząca jak trybiki u swojego iRobota.
- Już zaczęłam obdzwaniać szpitale w mieście. - rzuciła się, żeby mnie przytulić. Kiedy zdołałem się oderwać z uścisku który dodam na marginesie był stalowy, mama dodała - Nigdy więcej masz mi tego nie robić rozumiesz? Nie wziąłeś telefonu ze sobą? Czemu nie wróciłeś z Nivem i Lucy? Gdzie byłeś?
Spojrzałem na nią i delikatnie skierowałem wzrok na Levy, żeby spostrzegła, że nie tylko mnie trzeba przywitać, gdyż przyprowadziłem gościa. Mama niecierpliwie przewróciła oczami i poddała się.
- Dzień dobry Levy, miło, że do nas zawitałaś. - rzuciła całkiem nie szczerze po czym nie czekając na jej odpowiedź spojrzała wyczekująco na mnie.
- Mamo, wszystko Ci wyjaśnię, ale po kolacji, bo jestem strasznie głodny i zrobi mi się słabo jak zaraz czegoś nie zjem. - Jej mina natychmiast złagodniała jak dowiedziała się, że rzekomo źle się czuję.
- To biegnę do kuchni odgrzać wam lazanię. - i naprawdę pobiegła.
Kiedy zostaliśmy sami, spojrzałem na Levy która nie dowierzając patrzyła w kierunku w którym pobiegła mama.
- Mówię już że jest nadopiekuńcza? - zapytałem zawadziacko
- Coś wspominałeś. - prychnęła śmiechem. - Idziemy powitać resztę rodziny?
- Zdecydowanie, ale z resztą już tak dobrze, nie pójdzie. To było jedyne miłe powitanie w tym domu i drugie takie się nie powtórzy, także bądź gotowa.
- Chodźmy szybciej bo masz już tak spocone ręce, że nie wiem ile Cię jeszcze utrzymam. - rzuciła z uśmiechem i udaliśmy się do salonu, gdzie siedziała już cała rodzina.
Stół był duży, ale z tego co pamiętam, każdy miał przydzielone swoje miejsce. Wiedziałem, że moje jest z daleka od ojca, tego nikt mi nie musiał przypominać. Zerknąłem niepewnie na ojca a później na Niva i Lucy, którzy wgapiali się na mnie i Levy z szeroko otwartymi ustami. Ścisnąłem mocniej dłoń przyjaciółki i podszedłem do stołu odsuwając jej krzesło. Usiadła z uśmiechem a ja widziałem, że przez chwilkę mogła poczuć się jak księżniczka. Usiadłem koło niej a tym samym na przeciwko Lucy. Natychmiast odwróciła swój wzrok i spojrzała na Niva, który położył jej dłoń na ramieniu.
- Jak zawsze: spóźniony, roztargniony, brudny, nie sam i nie na swoim miejscu. Mam wymieniać dalej?
- Obędzie się, wiem, że jestem spóźniony ale to dlatego, że uczyłem się w ... - zawahałem się. Nie chciałem zdradzić gdzie to było, bo czułem że to moje miejsce, moje nowe schronienie, z daleka od niego, od rodziny od ponurej rzeczywistości tego miasteczka.  A wszystko co było dla mnie ważne on niszczył u podstaw. Levy chyba widziała moje zawahanie i dokończyła za mnie.
- Uczyliśmy się w parku. Poszliśmy najpierw do biblioteki a później pooddychać na świeżym powietrzu, to wspomaga umysł i zapamiętywanie.
- Dziękuję Levy McGarden, ale uważam, że mój syn posiada jeszcze zdolność do mówienia czy do tego stopnia Cię upośledził ten wypadek, że nie tylko pamięć straciłeś, ale i język w gębie? - zacisnąłem pięści pod stołem gotowy wstać i odejść. Wszyscy wyczuli niepokojącą ciszę i atmosferę która zawisła w powietrzu. Jakby nad naszym stołem kłębiły się chmury burzowe i wystarczy jedna iskra żeby spowodować wyładowanie. Dobrze jednak że nie byłem tam sam, była ze mną przyjaciółka.
-Nie chciałabym przeszkadzać, choć wiem że już to robię aczkolwiek kolacja to raczej przyjemne spotkanie rodzinne i możliwość porozmawiania o spędzonym dniu. - widać było, że ojciec, chce jej odpowiedzieć, ale niebieskowłosa spryciula była szybsza. - Fakt, spóźniliśmy się, ale jest wiele przyjemniejszych rzeczy do robienia niż kłótnia.
- Na przykład co? - warknął ojciec.
- Na przykład, pana praca. Bardzo chętnie się dowiem, co taki człowiek sukcesu codziennie działa w swojej firmie.  Zawsze mnie to ciekawiło, finanse i rachunkowość to moja pasja a pan jest taką ważna osobą od której można się tylko uczyć co raz to nowych rzeczy. Chyba wszyscy się ze mną zgodzą, prawda? - wszyscy skinęli głową a ja posłusznie dodałem.
- Tak, w tej dziedzinie ojciec jest mistrzem.
Moja słowa i przemowa Levy całkowicie go miękczyły. Stał się potulny jak baranek, ale rogi miał mocne i ostre, jedno niewłaściwe słowo a mogliśmy stać się jego wrogami. Ojciec zagadywał Lucy i Levy na śmierć o swojej pracy a ja dziobałem widelcem moją porcję lazanii, nie rejestrując żadnego wypowiedzianego przez niego słowa. W pewnym momencie napotkałem spojrzenie Lucy która uśmiechnęła się do mnie pokrzepiająco. Teraz dostrzegłem, że miała wyprostowane włosy tak, że żaden nie odważył się wywinąć, miała nowy strój, zupełnie inny niż ten do szkoły i nałożyła makijaż. Wyglądała pięknie, ale ja wolałem tę szkolną wersję, w której nie było cienia sztuczności. Gdyby ubierała się tak codziennie do szkoły miałaby niezłe branie, choć coś czuję że nawet bez tego krążyło koło niej kolesi. Nie rozumiem, co widziała w moim bracie, że wybrała jego.
Gdy felerna kolacja dobiegła końca wszyscy odeszliśmy do stołu. Lucy zaproponowała, że pozmywa naczynia, ale mama ze szczerym uśmiechem na ustach i wdzięcznością odmówiła, twierdząc, że i tak nie ma co robić a my na pewno chcemy pogadać między sobą. Gdy wychodziła spojrzała na mnie i skinęła głową co jednym słowem ujmując znaczyło "przesłuchanie".
Postanowiliśmy spędzić trochę czasu we czwórkę zanim każdy będzie chciał zostać sam ze swoim partnerem. Jednak Levy odmówiła dalszej części spotkania wymawiając się późną godziną.
- Idziecie? - zawołał Niv.
- Zaraz, odprowadzę najpierw Levy a później do was dołączę.
Wyszliśmy z domu i gdy tylko zamknąłem drzwi odetchnąłem z ulgą.
- Cudowne to świeże powietrze po tej gęstej atmosferze w domu.
- Było całkiem sympatycznie. - dodała promiennie niebieskowłosa. - Jakbyś kiedyś mnie jeszcze potrzebował to daj znać, chętnie skosztuję jeszcze raz tej pysznej lazanii.
- Potrzebuję Cię ciągle i jak teraz odejdziesz nie wiem czy dam radę.
- Ty? Nie wiesz czy dasz radę? To kto by miał dać? Poza tym widziałam, jak Lucy patrzyła się na Ciebie przez całą kolację. Na pewno chciała Ci coś powiedzieć. O czymś z Tobą porozmawiać.
Poczerwieniałem na chwilkę na samą myśl o tym, ale zaraz sie opanowałem, gdy przypomniałem sobie, że jest dziewczyna mojego brata.
- Chciała mnie pocieszyć nic więcej, to dziewczyna mojego brata więc i tak nie ma dla nas przyszłości. Może kiedyś byłem dupkiem, ale teraz nie zrobiłbym mu czegoś takiego.
Levy wyglądała na zaskoczoną i o mało nie zakrztusiła się śliną.
- To dziewczyna twojego brata? - prychnęła. - Od kiedy jeśli mogę wiedzieć, bo widzę, że mnie dużo ominęło.
- Nie wiem, nie pytałem jeszcze o to, ale nie zaprzeczyli, kiedy powiedziałem, że są razem.
- A to ciekawe.
- Dlaczego?
- Nie próbuj tego ze mnie wydusić, przeszłość to temat tabu, jasne?
- Będę musiał sam się dowiedzieć?
- Otóż to. - uśmiechnęła się.
- Czy Ty zawsze się uśmiechasz?
- A co? Chcesz żebym płakała? Lepiej chyba obdarzać innych uśmiechem niż łzami.
- One też są potrzebne, jeśli masz jakiś problem, to jestem ja ....
- Natsu. - powiedziała i stanęła przy mnie na palcach tak że styknęliśmy się nosami. - Zawsze byłam rodzajem samotnika, więc samotnie rozwiązuje swoje problemy, ale Ty masz brata bliźniaka i jestem pewna, że jeśli pogadasz z nim szczerze to będziesz mógł pół noszonego ciężaru zrzucić na niego i odwrotnie. Wiem, że jemu też jest ta rozmowa potrzebna.
- Ze mną?
- Przede wszystkim z Tobą.
Pożegnałem Levy przy drzwiach, gdyż nie chciała, żebym odprowadził ją dalej. Wszedłem na górę ale zanim wszedłem do pokoju brata zapukałem, bojąc się, że nakryję ich w jednoznacznej pozycji.
- Natsu, Ty nigdy nie pukasz, nawet jak się przebieram. - rzucił rozbawiony.
- To inna sytuacja, teraz jesteś z Lucy i wiesz, nie chciałem wam ... no wiesz przeszkadzać.
Lucy spaliła buraka, co spowodowało, że wyglądała jeszcze bardziej słodko niż kiedykolwiek wcześniej. Pięknie wyglądała taka zawstydzona i ze zmytym makijażem.
- Raczej nic innego niż rozmowę i przytulasy nie zobaczysz z naszym udziałem w tej sypialni ani nigdzie indziej, ale nie ważne. Siadaj, pogadamy o tym i owym.
Zrobiłem jak kazał mając w pamięci jego słowa i ich relację. I tak rozmawialiśmy. Normalnie. Jak bracia. Jednak dzięki Levy wiem, że w każdej wypowiedzi kryje się małe kłamstewko i nasz przypadek nie był wyjątkiem od tej reguły.

niedziela, 25 czerwca 2017

Opowiadanie 2 Rozdział 2 - Nowe - stare życie

*Oczami Natsu*
Kto by pomyślał, że taki szczęściarz ze mnie, nie dość, że genialny w każdej dziedzinie brat bliźniak to do tego młodsza siostra, która uczy się w szkole prywatnej. Lepiej trafić nie mogłem. Ciekawe czy w ogólnie mnie lubi i czy ja ją lubię. Takie pytanie zaprzątały mi głowę przez cały odcinek do samych drzwi szkoły i nagle przestały. Dotykając klamki lepkiej od dotyku innych uczniów poczułem niepokój. Był tak silny że w pewnym momencie odstąpiłem od drzwi i cofnąłem się na 5 kroków. Walczyłem ze sobą żeby otworzyć te głupie drzwi. To nie opór stanowił przeszkodę, ale korytarze tętniące życiem. Czy byłem na nie gotowy? Na nowe - stare życie? Z boku musiało wyglądać to komicznie jak kilkakrotnie podchodziłem do drzwi i za każdym razem z tym samym skutkiem. Pomyślałem, żeby poczekać na brata, ale to by tylko mogło pogorszyć sytuacje.
Od kiedy pamiętam byłem niezależny od innych więc czemu teraz miałoby być inaczej? Zanim spróbowałem jeszcze raz natrzeć na drzwi wejściowe i zaatakować je jak największego wroga postanowiłem przysiąść na ławce i zapisać w kołonotatniku imię "Lily" a obok niego wielki znak zapytania.
4 minuty później przemogłem się i wygrałem nierówną walkę. Otworzyłem drzwi i wszedłem do środka dusząc się zastanym, lokalnym powietrzem. Czy tu zawsze tak śmierdziało? To nie było pytanie, na które chciałem zgłębiać odpowiedź. Jednak to dziwne uczucie niepokoju musiało mieć jakieś podstawy. Powąchałem się delikatnie pod pachami, bo może to ja tak śmierdziałem, że wszyscy wpatrywali się we mnie jak w obrazek. Ale po pierwsze to nie ode mnie ten swądzik a po drugie nie jestem pewny czy to był ładny obrazek. Niektórym się zrobiło głupio jak napotkałem ich spojrzenie i szybko umykali korytarzem inni prowadzili jakąś bitwę na spojrzenia, ale raczej nie interesowało mnie teraz wygrywanie, więc odpuściłem. Żadna twarz nie wydawała mi się znajoma i na żadnej nie malował mi się wielki znak zapytania, więc szedłem dalej. Nogi same mnie nosiły, prowadziły głębokim korytarzem do jakiegoś miejsca choć sam nie za bardzo wiedziałem gdzie się udaje. Po chwili okazało się, że nogi a raczej moje komórki w mózgu zaczęły stykać i nawiązały jakieś połączenie z innymi a te inne z jeszcze innymi i oto dotarłem do sekretariatu, gdzie miałem dotrzeć. Czyż to nie cudowne? Biologia stała się taka potrzebna. Otworzyłem drzwi i gestem zapraszającym powitała mnie pani sekretarka. U niej na twarzy namalował się wykrzyknik, który zinterpretowałem, jako ostrzeżenie. Może mnie nie lubi? Albo ja jej? Z początku uśmiech jej był tak szeroki, że byłem pewien, że włożyła sobie szerokością wielkiego banana do ust i nie może go przełamać, ale jak przyjrzała mi się bliżej z banana zrobiła jak pestka arbuza. Ten cudowny wyraz twarzy towarzyszył wszystkim nauczycielom na mój widok - pomyślałem i w jednej chwili zdałem sobie sprawę, że kolejne komórki się połączyły - no świetnie pracujesz mózgu 2:0, jeszcze troszkę a rozpoznasz siostrę.
- Natsu, jak się cieszymy, że wróciłeś. Wyglądasz wyśmienicie. Jak się czujesz? Gdyby Ci coś dolegało masz się zgłaszać do pani pielęgniarki na drugim piętrze po prawej stronie trzecie drzwi na lewo. - powiedziała bez cienia uśmiechu jakby recytując wyuczoną i dobrze znaną regułkę po czym kontynuowała nie czekając na moją odpowiedź. - A teraz, przekazuję Ci rozkład dnia, plan lekcji na kolejne dni, możliwość zgłoszenia na dodatkowe zajęcia, choć każdy wie, że tego nie zrobisz, dlatego kosz jest zaraz przy wyjściu. - dodała kiedy zacząłem się za nim rozglądać. Czyżby aż tak dobrze mnie znała? Zaczęło mnie to intrygować. - Musisz wypełnić ankietę, dostarczyć resztę danych, dowód, zdjęcie do legitymacji albo dać starą do podstemplowania i możesz ruszać na lekcje.
- Dziękuję za miłą obsługę. Choć nie pamiętam, ale czuję w kościach, że byłem tu stałym bywalcem.
- Wynocha Dragneel. - rzuciłam z gestem jakby chciała odgonić natrętną muchę.
 Wyszedłem i zdałem sobie sprawę, że przegapiłem dzwonek na lekcje. Udałem się do szatni zgodnie z rozkładem, wyjąłem z kieszeni klucz uprzednio zwinięty z recepcji i zapakowałem niepotrzebne rzeczy do szafki, żeby nie dźwigać tony na plecach. Czy zawsze tak robiłem? Ciekawe. Później ruszyłem do sali numer 11, w której już odbywała się lekcja z literatury. Chyba nie ładnie tak przeszkadzać w trakcie lekcji - pomyślałem i chycikiem skulając się ominąłem drzwi. Jednak moje manewry choć tak idealnie wykonane uchwyciła kamera i za chwilę było słychać głos w głośnikach.
Dragneel na lekcje ty parszywy leniu! - niezłe powitanie pomyślałem. Wyprostowałem się, tak, że stanąłem twarzą do okna w sali 11. Wszystkie oczy zwróciły się na mnie więc ożywiłem się z tego transu i otworzyłem drzwi. Ręce i nogi trzęsły się jak galareta. Stary, jesteś twardzielem, to czemu tak trzęsiesz portkami - pomyślałem. W tej samej chwili powitał mnie głos nauczyciela.
- Witamy w naszych skromnych progach panie Dragneel. - powitał mnie profesor filozofii, człowiek wysoki, wychudzony z wyłupiastymi oczami. Pewnie nabył je od patrzenia wnikliwie w uczniów. - pomyślałem ale zaraz tego pożałowałem, bo wielkolud wyczuł że się na niego patrzę i zrobił grymas zniesmaczenia moją wizytą. - Nie będzie tak pan stał, proszę się rozgościć, pierwsze ławki zawsze są zostawione dla takich zdolnych i inteligentnych uczniów jak pan. Mając cały rok odpoczynku mam nadzieję, że przeczytał pan tragedie greckie o które prosiłem. - rzucił uszczypliwie a za chwilę parsknął śmiechem plując przy tym na odległość. Dobrze, że jeszcze nie siedziałem w tych pierwszych ławkach, ale rudowłosy chłopak o piegowatej cerze już nie miał tyle szczęścia.
Kiedy nauczyciel zdał sobie sprawę że tylko on się śmieje ze swojego jakże śmiesznego dowcipu. No dobra, może nie tylko on ale tych kujonów nie liczę, bo jak na nich spojrzałem to zaprzestali śmiechu i wlepili oczy w książki przed nimi. Chyba miałem respekt w tej szkole. - przeszło mi przez myśl, ale zaraz wyfrunęło gdy napotkałem na gniewne spojrzenia innych członków zajęć. Oczywiście nie wszystkich, ale niektórzy łypali na mnie jakby zaraz mieli wstać i przywalić mi za coś co im zrobiłem. Ale ja nawet nie wiem co to było więc walka byłaby niezbyt równa. Jeden na ... hmm.... 10? I tak nie tak źle, na klasę liczącą 20 osób. Plus tych 3 kujonów... dawało razem 5 osób neutralnych, jedną uśmiechającą się do mnie i mnie. Całkiem spoko ekipa.
No ale wracając do sytuacji.  Kiedy profesor przestał śmiać się ze swojej głupoty rzucił.
- Po pana tragedii to pewnie już po żadną inną sięgać się nie chciało. Domyślam się. Ale na następnych zajęciach tak dobrze, to pana nie potraktuje. Czy wyraziłem się jasno? - warknął naburmuszony.
- Jak Słońce!
Reszta lekcji upłynęła przyjaźnie, czyli nauczyciel zapomniał o moim istnieniu a ja zapomniałem o jego. No niezupełnie zapomniałem, bo starałem się z całych sił sporządzać notki o "Królu Edypie" "Antygonie" i tych innych tragediach. Wiedziałem, że na następnej lekcji będę stał przed klasą i o nich opowiadał. Gdy zadzwonił dzwonek wszyscy zaczynali wychodzić i zbierać się w grupki na korytarzu. Chcąc ominąć ciekawskie spojrzenia przedłużałem pakowanie rzeczy do plecaka i wyciągnąłem telefon w nadziei, że dostałem jakąś wiadomość. Niestety realia okazały się być inne a ja musiałem stawić wszystkim czoła. Gdy wyszedłem na korytarz połowa hałasów umilkła i większość spojrzeć trafiła we mnie. Przez chwilę poczułem się jakbym był żywą tarczą a horda rozjuszonych myśliwych chce na mnie zapolować. Nie opuściłem jednak głowy, szedłem prosto w stronę drzwi wyjściowych na taras, nie mam pojęcia skąd wiedziałem gdzie prowadzą, ale zadziałało. Mózg doprowadził mnie na ławki i stoliki umieszczone w zagajniku pełnym kwiatów doniczkowych i krzewów. Usiadłem jak najdalej od drzwi i rzuciłem plecak na ławkę. 
- Piękny dzień, co? - odezwał się promiennie jakiś głos koło mnie. A słowo daję sekundę wcześniej siedziałem sam. Otworzyłem oczy i spojrzałem na ładną, niebieskowłosą dziewczynę o jasnej jak śnieg cerze i rumianych policzkach. Siedząc wyglądała na dziewczynkę z 6 klasy podstawówki. - Jestem Levy - rzuciła pogodnie odwracając się w moją stronę i podając mi dłoń. 
- Natsu. - powiedziałem i uścisnąłem jej rękę. 
- Wiem, nie musisz mi się przedstawiać. Znam Cię bardzo dobrze. - odrzekła nie kryjąc uśmiechu. - Przedstawiłam się, bo wiem, że Ty nie pamiętasz mnie. 
- Mógłbym udawać, że jest inaczej, ale nie będę zaprzeczał. Czy przyjaźniliśmy się? 
- Jestem dziewczyną twojego najlepszego przyjaciela. A może byłą? Ciężko na dążyć za nim. 
Uśmiechała się tak słodko jakbyśmy rozmawiali o najcudowniejszych słodyczach świata a nie o zerwaniu ze swoim chłopakiem. 
- Nie rób takiej przerażonej miny. - dodała - On już taki jest. Kłótliwy, zaborczy i gwałtowny ale zawsze do mnie wraca. 
- Cieszę, się, że tak spokojnie do tego podchodzisz. - westchnąłem. - Bardzo chciałbym Cię pamiętać i wspomnienia pewnie wrócą z czasem ale na ten czas możesz pomóc mi znaleźć odpowiedzi na kilka pytań?
- Po to tu jestem Natsu, żeby Ci pomóc. Ale teraz choć na lekcje, bo zaraz będzie dzwonek. 
....
Na drugiej godzinie odbywała się lekcja informatyki w sali komputerowej. Każdy musiał dobrać się w dwuosobowe grupy i razem pracować przy jednym komputerze. Z racji tego, że nie byłem na to przygotowany stałem i wyczekiwałem na partnera, który pozostanie mi w udziale. Okazał się nim być wysoki, potężny czarnowłosy chłopak o głowę albo dwie ode mnie wyższy. Patrzył na mnie swoimi małymi oczami zawzięcie, jakbym kiedyś zrobił mu przykrość, coś co go bardzo dotknęło. Poszliśmy do wylosowanego stanowiska i każdy zasiadł na wybranym przez siebie krześle. Ja automatycznie posadziłem tyłek centralnie przed monitorem natomiast wielkolud usiadł po mojej lewej stronie i do ręki wziął notatnik, jakby to robił już wiele razy. Miałem nadzieję, że użyczy mi notatek, bo ja kupnie zeszytu na informatykę nie pomyślałem.
- Hej - zagadałem - Widzę, że będziemy nowymi partnerami przez następne kilka miesięcy i głupio by było gdybym zwracał się do Ciebie "Ty". Jestem Natsu - powiedziałem i wyciągnąłem do niego rękę.
- Wiem kim jesteś kretynie. Chodziłem z Tobą cały rok do szkoły. - warknął gniewnie i nawet nie raczył odwrócić się w moją stronę. Do przyjemnych rzeczy to nie należało, ale nie brałem tego do siebie, bo nawet nie wiem kim on był a nie wydaje mi się, żebym kiedyś się z nim kolegował.
Spróbowałem jeszcze raz zagadać, żeby nie stwarzać kwasów miedzy nami.
- Ty mnie znasz a ja Ciebie nie, więc podaj mi tylko swoje imię, żebym wiedział z kim pracuje. - spojrzał na mnie groźnie ale z czasem jego spojrzenie złagodniało. Gapił się na mnie jak na rzeźbę "Wenus" w muzeum sztuki. To było dziwne i troszkę niezręczne.
- Gajeel Redfox. - rzucił po czym odwrócił się i przez resztę lekcji nie zwracał na mnie uwagi.
Natomiast ja na dźwięk jego nazwiska omal nie straciłem przytomności.... Znałem je i to bardzo dobrze.
.....
Po lekcjach poszedłem na szkolny parking i czekałem na Niva. Zapomniałem zapytać się brata kiedy kończy zajęcia i teraz byłem skazany na czekanie na niego pod autem. Muszę wyrobić sobie prawko - pomyślałem a chwilę później usłyszałem za sobą znany mi już głos.
- Musisz wyrobić sobie prawo jazdy, głupio żebyś czekał na parkingu tyle czasu, kiedy możesz przejechać się do galerii. - rzuciła uśmiechnięta od ucha od ucha Lucy. Wyglądała jeszcze piękniej niż zapamiętałem ją dzisiaj. Włosy był lekko roztrzepane, ubrania wygniecione a plecak ciążył jej mocno na plecach co skutkowało jej garbieniem się. Mimo tego wszystkiego wyglądała wyjątkowo. Odwróciłem szybko wzrok, żeby nie pomyślała, że się na nią gapię maślanymi oczami.
- Mogę się przysiąść? - dodała.
Skinąłem głową nadal wpatrzony w park przy szkole.
- Jak Ci minął pierwszy dzień od tak długiej przerwy? - zagadała siadając koło mnie na krawężniku.
- Całkiem okay, wiem że mogło być gorzej.
- Coś sobie przypomniałeś?
- Tak.... - urwałem.
- Co konkretnie jeśli nie jest to tajemnicą?
- Sekretariat i panią sekretarkę.
Nastała chwila milczenia a po niej wybuch śmiechu. Pierwszy raz zobaczyłem, żeby ktoś aż tak głośno i szczerze się śmiał. Uśmiech zagościł i na mojej twarzy. Spojrzałem na nią a ona powoli łapała oddech i wracała do siebie.
- Ze wszystkich przyjaciół jakich miałeś przypomniałeś sobie jedynie panią sekretarkę?
- Zgadza się, ale też nie od razu. Z początku jakbym pierwszy raz widział tę kobietę a później jak nazwała mnie "parszywym leniem" pomyślałem - Stara dobra Bunia. 
- Podobno to było najczęściej odwiedzane przez Ciebie miejsce. - rzuciła z uśmiechem, ale za chwilkę przygryzła wargi, jakby bała się powiedzieć czegoś co mogłoby mnie urazić.
- Lucy - wypowiedziałem jej imię po raz pierwszy na głos. - nie przejmuj się. Nie urazisz mnie kiedy będziesz próbowała mi coś przypomnieć, to jest bardzo fajnie. Robi mi mętlik w głowie, ale o to chodzi, żeby komórki zaczęły ze sobą współdziałać. Co do Buni, to tak, pamiętam, że bywałem tam nie raz. Najbardziej zbeształa mnie jak przesadziłem jej kwiatki korzeniami do góry. Wściekła się i to mocno. - powiedziałem automatycznie sam za bardzo nieświadomy co się własnie stało. Mózg zaczął pracę.
- Cieszę się, że powoli wszystko sobie przypominasz. - szepnęła i delikatnie dotknęła mojej dłoni. Dopiero wtedy dostrzegłem jak bardzo się trzęsie. Trzymała ją przez chwilę aż drżenie ustało, wtedy za krzaków wyszedł mój brat a ja gwałtowanie zabrałem rękę, żeby nie pomyślał, że wyrywam jego dziewczynę na biednego chłopaka z amnezją.
- Siema ekipo! - krzyknął radośnie -  Wsiadamy do auta i jedziemy do domu. Chyba, że ktoś ma jakieś specjalne życzenia? - zapytał, ale nie słysząc głosów otworzył drzwi. - Świetnie, zatem w drogę.
Usiadłem na tyle, żeby nie przeszkadzać im w rozmowie czy trzymaniu się za ręce, ale nic takiego nie nastąpiło. Znaczy rozmowa była, jak najbardziej, ale rączki każdy trzymał przy sobie. Mimo ciepłych słów Lucy i wypytywań brata o dzisiejsze zajęcia poczułem się niepotrzebny w tym samochodzie. Zebrało mi się na wymioty i kazałem zatrzymać samochód przez jakimś budynkiem.
- Coś się stało? - zapytali niemal równocześnie.
- Nie, wszystko gra. Po prostu czuję, że dalej powinienem pójść pieszo.
- Natsu - zaczął Niv - Nie mam zamiaru puścić Cię teraz samego do domu. Moim obowiązkiem jest odwieźć Cię do domu.
- Niv, powiesz rodzicom, że mimo licznych prób i zachęt nie chciałem wsiąść i nawet siła nie pomogła.
- Nie o to chodzi Natsu. To nie rodzice mi kazali. Ja sam czuję, że nie powinienem Cię zostawiać.
- Nie rób ze mnie dziecka. - rzuciłem szorstko. Samochody za nami zaczęły trąbić. Wysiadłem i zatrzasnąłem za sobą drzwi. - Będę przed kolacją.
- A wiesz o której jest? - zapytał chłodno.
Wzruszyłem ramionami.
- O 17 masz być w domu, bo wraca mama i jak zobaczy, że nie ma Ciebie to mnie się dostanie a nie Tobie.
- Spokojnie, do tej godziny na pewno wrócę. - odszedłem na trochę żeby mógł wyjechać z chodnika. Zza otwartego okna spojrzała na mnie zmartwiona i zasmucona Lucy.
- Będziemy na Ciebie czekać. - powiedziała i odjechali a ja zostałem sam. 

niedziela, 21 maja 2017

Opowiadanie 2 Rozdział 1 - Amnezja

*oczami Niva*
Wstałem już o godzinie 5:00, o ile można to w ogólnie nazwać obudzeniem się. Nie spałem całą noc, myśląc o powrocie mojego brata do żywych. Przecież to prawie niemożliwe, żeby po roku czasu wrócił i był... normalny.
Brakowało mi go, choć nie powiem tego głośno. Wtedy w szpitalu, chciałem po prostu, żeby wiedział. Jako jeden z bliźniaków, ten z rozbudowanym i działającym mózgiem odbierałem bodźce za nas obu. Oczywiście nie zawsze, ale w niektórych sytuacjach owszem. Szczególnie bardzo dla niego trudnych, więc kiedy zdarzył się wypadek, poczułem ogromny ucisk w klatce piersiowej i upadłem tracąc na moment przytomność chwilę później wydarzyła się tragedia.
Natsu nie pamięta jeszcze wielu rzeczy, ale lekarz powiedział, że to norma w takich okolicznościach. Jest w domu od tygodnia, ale jeszcze nie poszedł ani razu do szkoły, za co ojciec coraz bardziej go nienawidzi. To straszne używać takiego stwierdzenia, opisując własnego ojca, ale to prawda. Ojciec go nie znosi. Po części wcale mu się nie dziwię, ale bez przesady! Tak jak Natsu był przez niego traktowany, nie życzę nikomu. Zawsze obrywał za siebie a nawet i za mnie kiedy coś nabroiłem. Ja nigdy nie byłem przez niego poniżony,  ja w jego oczach jestem tym odpowiedzialnym a- Natsu -jak to mawiał- kiedyś dostanie za swoje. Wykrakał.
Jest środa! 8 dzień po rozpoczęciu roku szkolnego. Klasa maturalna. Brzmi fatalnie. Ale co tam, kiedyś wpadnę w ten rytm. Wiem, że już nie zasnę, więc sprawdzam Messa, Fejsa, Snapa i Insta. Nic szczególnie ciekawego się nie wydarzyło. Odpisuje na zaległe wiadomości spowodowane potrzebą spędzenia czasu z bliźniakiem i opowiedzeniu mu o sytuacji w kraju. Nie no żart! Natsu brzydzi się polityką ... Co stanowi idealne przeciwieństwo mnie. Nie rozumiem tej ironii, że to właśnie nas dobrano razem. Gdyby nie ten sam wygląd, pomyślałbym, że mama dokonała pomyłki w szpitalu i zgarnęła nie to dziecko.
Wstaję i idę na poranny prysznic, wchodzę do naszej wspólnej bliźniaczej łazienki bez pukania, pewny że nikogo tam nie zastanę. Otwieram drzwi a on siedzi na toalecie.
- Siema. - wita się ziewając.
- Cześć. - opowiadam pocierając oczy.
- Będziesz tak stał, czy zamkniesz drzwi, bo wieje mi po pupie.
- Taa, sorry. - wszedłem i zamknąłem drzwi. - Czasami się zapominam. Przez rok czasu, tylko ja z niej korzystałem.
- Nie ma sprawy. Co twoje to i moje, co moje to nie ruszaj! - dodał uśmiechnięty.
- Pamiętam jeszcze. - odesłałem uśmiech i wszedłem pod prysznic. Otworzyłem kurek z gorącą wodą i zanurzyłem się w ciepłym strumieniu. Z radia, które włączyłem leciała piosenka "Cold Water". Zawsze fajnie było posłuchać czegoś podczas relaksacyjnej kąpieli.
- Nie znam tej piosenki. - powiedział a ja nie zdawałem sobie sprawy, że jeszcze jest w łazience.
- Jest nowa. W sumie niedawno została puszczona w obieg.
- Oj będę musiał załapać ten klimat i wczuć się w panującą atmosferę skoro już dzisiaj idę do szkoły. - zaskoczony, wyjrzałem zza zasłony od prysznica. Nadal siedział na toalecie, ale tylko siedział na szczęście.
- Dzisiaj idziesz do szkoły?
- Tak. Mama powiedziała, że już dłużej nie może uspokajać ojca a ja czuję się w sumie dobrze więc po co czekać, nie? - powiedział to smutnym głosem do którego dołożył fałszywy uśmiech, którym myślał, że mnie nabierze. Ja nie jestem głupi a my nie znamy się od dzisiaj. Wróciłem do kąpieli.
- Myślisz, że wszystko potoczyłoby się inaczej, gdybym posłuchał Gajeela i Ciebie? - zapytał nostalgicznym głosem.
- Nie ma co gdybać Natsu. Dostałeś drugą szansę od losu, musisz z niej dobrze skorzystać.
- Wiem....
....
Wypiłem kawę i zjadłem zostawione przez mamę ciepłe bułeczki.
- Jestem gotowy, tylko zjem bułkę. - rzucił wchodząc do pokoju. - A tak właściwie, gdzie one są?
- Yyyy... - zacząłem przegryzając ostatni kęs ostatniej bułeczki. - Sorry, zapomniałem że powinienem odłożyć połowę.... Kiedy byłem sam, wszystko było dla mnie ...
- Jasne, kupię sobie coś na mieście. - dodał udając, że nie dotknęły go moje słowa. Wyszedł i otworzył lusterko w przedpokoju. - A gdzie...
- Mama teraz kładzie pieniądze w kuchni na parapecie. - powiedziałem a on zaraz zjawił się koło mnie i sięgnął po 15 zł. - 3 miesiące temu hydraulik zobaczył jak biorę kasę zza lusterka i zabrał 800 zł , które były przeznaczone na opłacenie koloni. - odrzekłem, ale zaraz tego pożałowałem, bo wyglądał na zaskoczonego. Nie wiem czy bardziej czy tym, że mamy nowego hydraulika czy tym, ze byłem na wycieczce. - Spokojnie, też nie mogę się przestawić, że teraz leżą tam. To wszystko kwestia czasu.
- Pewnie.
....
Wsiadłem za kółko a on spojrzał na mnie zaskoczony.
- Mieliśmy już 18-naste i już mam prawko. - przytaknął patrząc się w tablice rozdzielczą przed sobą. Ledwo powstrzymałem się od poklepania go po plecach i powiedzenia, mu że wszystko się ułoży, tak jak on to kiedyś robił, jak byliśmy mali. Jednak pamiątki sprzed wypadku, które pozostawił po sobie bolały jeszcze mocniej i górowały nad pięknem wspomnień sprzed lat.
Jechaliśmy drogą w milczeniu. Natsu, trzymał w ręku notes, który dostał od swojego psychologa by mógł zapisywać najważniejsze myśli i pytania, które zaprzątają mu głowę. Zabronił nam dotykać się do niego co jeszcze bardziej ciągnęło mnie, żeby do niego zajrzeć. Mogłem mu pomóc poszukać odpowiedzi, gdy tylko chciał i o to poprosił. Jednak jego duma, górowała nad pokorą, więc siedziałem i nic nie mówiłem. Cisza zawisła w powietrzu więc włączyłem radio. Ryk jaki wydał się z głośników był masakrycznie głośny. Od razu przekręciłem gałkę od radia aby ściszyć głos.
- No proszę, nie sądziłem, że słuchasz tak dobrej muzyki. - dodał z zaskoczeniem kiwając głowa. Czyżbym na jego twarzy ujrzał dumę?- Widzę, że pod moją nieobecność idealnie wszedłeś w moją rolę.
Pokręciłem z irytacją głową i przełączyłem utwór. 10 minut później byliśmy na szkolnym parkingu. Zająłem moje stałe miejsce. Dopiero gdy się zatrzymałem zdałem sobie sprawę, że muzyka jaka popłynęła z radia w chwili włączenia go nie była tą jaką słuchałem ostatnio a przecież nikt nie korzysta z tego samochodu poza mną.
- Natsu, zanim pójdziesz.... Wchodziłeś od czasu wypadku do samochodu?
- Po co? Żeby tym razem umrzeć tak na amen?
- Sorry, tak tylko zapytałem.
- Luuuz.
- Taaa...
- Czemu nie wysiadasz? - zapytał dziwnie mi się przyglądając.
- Mógłbym Ci zadać to samo pytanie.
- Muszę się rozluźnić przed przestąpieniem tych progów. Ty nie powinieneś mieć z tym problemu więc na co czekasz?
- Heeeh... pewnie nie uwierzysz jak Ci powiem, że... - i w tym momencie to się stało. Przez uchylone okno ze strony kierowcy wejrzała blondwłosa piękność.
- Heeej Niv! - przerzuciła się przez okno samochodu, żeby mnie wyściskać. - Przepraszam, za to co powiedziałam. To było głupie i nieprzemyślane! Jak ja mogłam twierdzić, że liberałowie są lepsi w rządach od konserwatystów! - Dodała z promiennym uśmiechem, który sprawiał, że dzień stawał się lepszy. Dopiero po chwili zauważyła siedzącego obok mnie pasażera i zamarła. Wysiedliśmy z samochodu, objąłem ją i potarłem wierzchem dłoni po plecach.
- To właśnie moja Lucy.
Oboje wyglądali na sparaliżowanych. Sytuacja była o tyle patowa, że Lucy i Natsu łączyła pewna wieź o której mój brat nie miał pojęcia. Gdy chłopak Mary tej "femme fatale"  pobił go i wyrzucił z pędzącego samochodu na opustoszałą drogę, Natsu leżał tam kilkanaście godzin do czasu gdy nie przejeżdżała tamtędy Lucy ze swoją rodziną i nie zadzwonili po pogotowie. Lucy tego dnia, gdy uratowała Natsu właśnie jechała do swojego nowego domu i tym samym do swojego nowego życia. Później przychodziła do niego codziennie, modliła się nad jego łóżkiem o cud przebudzenia i oto proszę na moją męczarnie cały i zdrowy. Mimo naszych gorszych relacji przed wypadkiem spowodowanych złym wpływem Mary to kocham tego choleryka i nie wyobrażam sobie, że mógłby się nie wybudzić.
+ Wracając do patowej sytuacji +
Natsu powtórzył w bezgłośnie jej imię i wyciągnął do niej dłoń, która była nico drążąca. Spojrzałem na blondynę a po jej policzkach rzewnie płynęły łzy. Zrobiła duży krok do przodu i stanęła twarzą twarz z moim bliźniakiem. Natsu się wyprostował a jego oczy wydawały się zagubione. Lucy pogłaskała go po głowie, tak jak to robiła w szpitalu kiedy go odwiedzała i zawiesiła mu się na szyi (czego w szpitalu oczywiście nie robiła). Przyciągnęła go mocno do siebie, gdyż była niższa o głowę od niego. Z początku wydawało mi się, że na jego twarzy maluje się zniechęcenie do nieznajomej, ale po chwili zdałem sobie sprawę, jakbym był świadkiem odnalezienia przez niego odpowiedzi na jedno z nurtujących go pytań.
- Przepraszam. - powiedziała Lucy odrywając się od mojego brata i ocierając łzy z twarzy. - Po prostu, bardzo się cieszę, że nic Ci nie jest. Pamiętam jak Cię znalazłam, byłeś taki zimny i przemoknięty. Nie ruszałeś się, myślałam, że ....
- Dziękuję. - wybełkotał! Dosłownie wybełkotał! Mój odważny, śmiały, arogancki brat wybełkotał! Nie możliwe. - Już wszystko w porządku. Czyli to Ty mnie uratowałaś? - dodał lekko uchylając usta w uśmiech.
- Tak. - spojrzała na niego swoimi wielkimi oczami. Znowu pogłaskałem ją po plecach, ale ona była zbyt zafascynowała stojącym przed nią cudownym zjawiskiem. Nie wziąłem tego do siebie.
- Jestem Ci winny ogromną przysługę.
- Jakby nie patrzeć to chyba ja Tobie. - rzuciła rumieniąc się. - Przykro to mówić, ale przez to co się stało, poznałam fantastyczne osoby na swojej drodze. Levy i oczywiście Lily. Uwielbiam waszą siostrę, jest fantastyczną osobą.
- Siostrę? Hahahah, widzisz Niv, nawet twoja dziewczyna pomyliła twoją płeć. Mówiłem obetnij te włosy i zmień styl to ty nic. - dodał śmiejąc się. - Lily nawet do Ciebie pasuje.
- Cooo? - zapytaliśmy jednocześnie z takim samym zaskoczeniem.
Lucy próbowała poprawić nieporozumienie jakie zaszło między nami, ale przerwałem jej zaskoczony innym faktem.
- Natsu, nie pamiętasz Lily?
- A powinienem?
- Natsu to nasza młodsza siostra. - widząc konsternacje na jego twarzy dodałem szybko. - Masz prawo, przecież mieszka w akademiku 50 kilometrów stąd i przyjeżdża bardzo rzadko. Dawno jej nie widziałeś i do tego ten wypadek. Chciała do Ciebie zadzwonić, ale mają tam ostre zasady i ciężko przemycić do pokoju komórkę a akurat jak dzwoniła to spałeś i mama nie pozwoliła Cię obudzić. Była kilkakrotnie w szpitalu kiedy leżałeś w śpiączce.
- No przecież Lily! - wykrzyknął bez przekonania. - Oczywiście, że pamiętam jak mógłbym zapomnieć o naszej młodszej siostrze. - Niestety jego oczy mówiły o tym, że nie miał pojęcia o jej istnieniu i wyglądzie.
Kiedy tak staliśmy przed samochodem nic się nie odzywając zrobiło się nieco niezręcznie. Szczególnie odczuł to sam Natsu i przerwał ciszę.
- Zostało jeszcze chwilę do dzwonka, pójdę już i poszukam szatni, żeby nie spóźnić się na pierwszą lekcję. Poza tym na pewno chcecie zostać sami  pogadać, także nie będę wam przeszkadzał.
- Nie przeszkadzasz! - zawołała Lucy i złapała go za koniuszek jego koszulki. Zatrzymało to na chwilę Natsu, ale nie odwrócił głowy w naszą stronę.
- Dziękuję jeszcze raz i cieszę się, że mogłam Cię osobiście spotkać. Mam nadzieję, że skoro jesteś dziewczyną mojego brata to częściej będziemy się widywać może w fajniejszych okolicznościach.
- Ale my... - zaczęła, ale przerwała zawstydzona. - Pewnie. - rzuciła i puściła koszulkę Natsu.
- Widzimy się po szkole. - dodałem a chwilkę później zostaliśmy sami.    
..........              



Przepraszam za takie opóźnienie i życzę miłej podróży w nowym świecie bohaterów!